sobota, 3 września 2016

cuda wianki

Wianki - moja ulubiona forma dekoracji, tym razem uplecione z traw i zbóż. Zbierałam je wiosną kiedy były zielone, jeszcze zanim zakwitły, dzięki temu teraz nie kruszą się i nie gubią nasion. Są miłym wspomnieniem lata.

Pierwszy z nich wykonany jest z głuchego owsa, który bujnie wyrósł wzdłuż drogi do naszego domu.



wianek z owsa


Kolejny to mieszanka kilku rodzajów traw.

wianek z suszonych traw



Trzeci to wianek ze słomy i żyta.

wianek ze słomy i żyta





Ostatnio miałam też dość nietypowe zadanie: dekoracja posesji przy drodze. A wszystko to z okazji dożynek gminnych, które odbywały się w mojej wiosce.

 Obchody dożynkowe rozpoczynał korowód złożony z kombajnów, traktorów z maszynami rolniczymi i przyczepami, pięknych koni zaprzęgniętych do wozów ale i starych modeli motocykli czy samochodów. Następnie była Msza Św. dziękczynna za zebrane plony a potem wspólne biesiadowanie przy muzyce do późnej nocy. 

Kto chętny, ustawiał przed domem wspomniane dekoracje, tzw. baby czyli kukły wypchane słomą czy sianem. Pomysły mieszkańców były różne, to niektóre z nich.






Ja zrobiłam dla sąsiada parę wybierającą się na dożynki na słomianym rowerze:



A przy naszej posesji powstał kurnik. Mieszkańców kurnika zrobiłam ze słomy i siana, które formowałam w odpowiedni kształt, za pomocą nici tapicerskich. Przydały mi się suszone trawy i zboża, z których zrobiłam ogony i pióra mojego drobiu :)  Oczy mają z dużych guzików a nogi z grubych prętów.
Tak się prezentowało moje "kurze obejście":

dekoracja dożynkowa
 


Miłego weekendu :)
Ika

wtorek, 21 czerwca 2016

pudełko piwonii

Podziękowań ciąg dalszy.
Dziś wspomniane w ostatnim poście piwonie i kartka.

Mi piwonie kojarzą się z dzieciństwem i ogródkiem babci. Rosły przed domem a nazywaliśmy je pączkami. Chyba przez miłe wspomnienia, darze te kwiaty szczególnym sentymentem.

Żeby nie było nudno, piwonie powędrowały do okrągłego, kartonowego pudełka.

piwonie w pudełku
 
Pudełko wewnątrz wyłożone jest gruba folią i zielona gąbką do żywych kwiatów. Gąbka musi być mocno nasączona wodą, dobrze jest namaczać ją przez co najmniej dwie godziny, zanim ułożymy w niej kwiaty.


Na zewnątrz pudełko okleiłam papierem, tym samym z którego zrobiłam kartkę, tak aby razem stanowiły zgrany duet:)


podziękowanie


Miłego popołudnia ! :)
                                                                     Ika


 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

różana skrzyneczka

Końcówka roku szkolnego - czas podziękowań dla nauczycieli, trenerów, czasem też pożegnań z nauczycielami.

Skrzyneczka z uchwytami, wypełniona różami z ogrodu powstała właśnie jako podziękowanie dla instruktorki tańca mojej córy.

Zrobiłam ją z małej skrzynki na owoce, czterech listewek i liny jutowej. 

róże ogrodowe


Do jej wykonania potrzebujemy paru przedmiotów:


Docięłam 4 listewki o długości boków skrzynki i przybiłam małymi gwoździami do wystających drewnianych rogów.
Następnie pomalowałam skrzynkę, musiałam to zrobić trzykrotnie bo napisy były dość trudne do zamalowania. Ostatnia warstwa jest delikatnie cieniowana beżowym kolorem - dopiero w ten sposób udało się ukryć nadruk na skrzynce.


Następny krok to umocowanie uchwytów.
Linę jutową przed rozcięciem oplotłam ciasno sznurkiem jutowym blisko miejsca cięcia -  dzięki temu lina nie rozplotła się od razu. Końcówkę zabezpieczyłam też obklejając ją nieco klejem na gorąco.
Gotowe uchwyty przykleiłam do rogów skrzynki klejem na gorąco a u góry przywiązałam sznurkiem jutowym.


Pozostało tylko wyłożenie środka grubą, przeźroczystą folią. Do środka włożyłam, wymoczoną w wodzie, zieloną gąbkę do żywych kwiatów.

róże

Górną listewkę ozdobiłam taśmą z nadrukiem.


Jedną z największych zalet róż z ogrodu jest ich niesamowicie piękny, intensywny zapach. 




Skrzyneczka się podobała, na drugi dzień dostałam zamówienie na jeszcze dwie takie :)

W ostatni piątek powstał też bukiet, ale w pudełku -  tym razem z piwonii - w komplecie z kartką dla wychowawczyni syna; o tym już w następnym poście. Zapraszam:)

                                                                                            Ika

wtorek, 7 czerwca 2016

Zbieraj rumianek, bo święty Janek :)

Dzień św. Jana czyli 24 czerwca już niedługo. Wedle tradycji ludowej to jeden z dni szczególnie dobrych do zbierania ziół.

Rumianek, znany chyba każdemu, to pospolita roślinka o wielu właściwościach a dzięki różnorodności składników w nim zawartych to jedna z najcenniejszych roślin leczniczych.
Zbiera się go na początku kwitnienia w suche, pogodne dni najlepiej popołudniu i suszy w ciemnym, przewiewnym miejscu.

Bukiet rumianku.


Jak dla mnie rumianek to nie tylko pyszna, aromatyczna herbatka ale też doskonały w swej prostocie kwiat do bukietu letniego czy wianka.
Wszędzie go teraz pełno, kołysze się wesoło razem z makami i chabrami.
Nie mogło go zabraknąć i w moich aranżacjach myślę że takie sielskie klimaty idealnie do niego pasują  :) 




Sielska aranżacja z rumiankiem


Bardzo lubię ten stary stolik jeszcze z czasów młodości moich rodziców. W planach miałam go całkowicie odnowić tzn. zdrapać dwie warstwy farby i trzecią dość dziwną czarną warstwę, bardzo trudną do usunięcia. Finalnie miał być biały. Jednak w trakcie pracy spodobał mi się efekt jaki dały pozostawione od wewnątrz w czarnym kolorze, nogi stołu. Na szufladzie czarna warstwa też została.
Stolik w sumie jeszcze nie całkiem gotowy, bo oba blaty muszą być wymienione (za bardzo smakowały kornikom).
Nowe blaty to już zadanie dla mojego męża, który pasjonuje się stolarstwem i uwielbia pracę z drewnem, także czekam cierpliwie :)

 
aranżacja z trawami polnymi
 





Wszystkie przedmioty z tej aranżacji (oprócz stolika) pochodzą z tzw. drugiej ręki, kupione za grosze u pana, który handluje właśnie takimi różnościami.
Czasem wystarczy niewielka naprawa czy małe malowanie aby dać tym przedmiotom drugie życie. Lubię to ;)
 


Na koniec chciałam Wam gorąco polecić tekst ''Lato, ach to ty!'', który znajdziecie w czerwcowym numerze gazety ''Sielskie życie''. To przepiękny tekst Małgosi Dawid-Mróz, autorki bloga Manufaktura Radości właśnie o lecie, jego urokach i smakach, jego ulotności i o tym jak nie zmarnować tej pięknej pory roku.

        Do miłego!
                                                                 Ika

 
 

wtorek, 24 maja 2016

majowa łąka w wazonie

Piękna pogoda do nas zawitała nawet nie wiosenna a letnia - biorąc pod uwagę temperatury.

Łąki cudnie zakwitły, na polach kołyszą się już zielone kłosy zbóż.
To wszystko skąpane w niezwykłym zapachu, który właśnie teraz, jeszcze przed pierwszymi sianokosami, jest tak słodki i upajający. Słowem: sielsko i anielsko.

Skrawek łąk i pól zabrałam z ostatniego spaceru ze sobą.
Powstał bukiet a w nim:
  • urocza, nie tylko z nazwy ;) różowa - filretka poszarpana,
  • połyskujący żółtym blaskiem - jaskier polny,
  • delikatne, białe baldachimy - biedrzeńca anyża,
  • do tego kłosy traw i "długowłosy" jęczmień, który pięknie prezentuje się w bukietach.


 
  


W przydrożnych rowach zakwitł już żywokost lekarski, jego korzeń, wykopywany wczesną wiosną i jesienią, przyśpiesza gojenie się ran i stłuczeń, a fioletowe, podłużne dzwonki pięknie prezentują się w białej sosjerce, przekwalifikowanej na wazon ;)

Kwiaty polne w wazonie.



W przypływie natchnienia powstała aranżacja oczywiście w sielskim nastroju:)


Kwiaty polne w bukiecie.

Wianek, widoczny na zdjęciu, to jeden z moich ulubionych, zrobiłam go z kory brzozowej pociętej na małe prostokąty.  

To on w paru ujęciach.




Wianek z kory brzozy.



 A na koniec niebieski przetacznik ożankowy.


Białe rogownice polne w towarzystwie nieśmiałego konika polnego.



 W maju jak w gaju - Ooo tak !!

Przesyłam Wam słoneczne pozdrowienia :)
                                                              Ika 

środa, 18 maja 2016

słodki stół i... cała reszta

Komunia za nami...
Było mnóstwo pracy, bo organizowanie przyjęcia na sali wiąże się z zaangażowaniem w wiele spraw.
Po pierwsze kuchnia. Zajęcie się tą kwestia to dla mnie plus, bo po prostu wiesz co jesz i widzisz w jakich warunkach potrawy były przygotowywane. Zaczęło się więc od zgromadzenia potrzebnych produktów z listy, którą wypisała mi znajoma i sprawdzona kucharka.
Potem odświeżenie kuchni i sali.
Kolejna sprawa to gotowanie.
W sobotę, przed komunią, od ósmej rano działaliśmy prężna ekipą  złożoną z (niezawodnych w takich sprawach) moich dwóch siostrzyczek, mojej mamy no i wspomnianej kucharki.
Szybko się uwinęłyśmy bo około godziny 14 to co mogło być przygotowane w przeddzień było gotowe. W niedzielę kuchnią zajmowała się kucharka ze swoją ekipą i kelnerkami.
Następnym etap to dla mnie czysta przyjemność czyli dekoracja sali.
Wszystkie elementy wystroju sali miałam już przygotowane więc została kwestia ich ułożenia i zamocowania. Tu tez nie byłam sama, pomógł niezastąpionych w takich sytuacjach mężunio, siostry i mama. Kochana ta moja rodzinka :)
Mi zostało ułożenie bukietów i słodki stół, który nieskromnie powiem, bardzo się wszystkim spodobał i w opinii gości, tych mniejszych i większych też, był bardzo smakowity.

A tak się prezentował:


Podstawą dekoracji były rozetki.
Pośrodku na ścianie zawiesiłam ten wianek.
Na stół przygotowałam galaretki w pomarańczach - uwielbiane przez moje dzieciaki. Tak podana galaretka zyskuje pyszny, pomarańczowy aromat.



Na stole znalazły się też cake popsy. Są pyszne i podoba mi się taka forma podania, która zachęca do spróbowania, ja odkryłam je całkiem niedawno na blogu Moje Wypieki.



Do tego owoce w kruchym rożku do lodów, oblanym w środku roztopioną czekoladą mleczną. Proste i szybkie w przygotowaniu a zarazem ciekawie się prezentują - znikały w oczach :)



Była też lemoniada cytrynowa w moim ulubionym słoju z kranikiem - tradycyjna z dużą ilością soku z cytryny, miętą i cukrem(najlepszy byłby miód, ale ze względu na małych alergików musiał być zastąpiony cukrem). Na lemoniadę naszykowałam słoiki z uszkiem i słomką.





 Na zdjęciu słój jeszcze pusty bo fotki robiłam wcześnie rano a lemoniada była podana po obiedzie.

Poza tym na stół powędrowały babeczki ze sprawdzonej piekarni i  cukierki w szklanym naczyniu.

 

Nie mogło zabraknąć też żywych kwiatów. Wybrałam dwa rodzaje - gipsówkę i biały bez, którego zapach niezmiennie od czasów mojego dzieciństwa, kojarzy mi się z komunią, wspaniale pachnie-uwielbiam.
Szkoda tylko, że jest dość nietrwały w wazonie. Można trochę przedłużyć jego trwałość polewając po ścięciu końcówki wrzątkiem, postoi wtedy w wazonie, w pełnej krasie do 4 dni. 

   



Bez razem z gipsówką w ażurowych doniczkach zdobił też stoły.




Białe świece umieściłam w okrągłych szklankach przewiązanych kremową tasiemką i wypełnionych niewielką ilością przeźroczystych diamencików ozdobnych.Obok każdego takiego lampioniku stał biały aniołek.

Serwetkowe lampiony prezentowały się tak:




Przy talerzach ułożone były upominki dla gości i serwetki w papierowych obrączkach, które pokazywałam Wam już razem z kartonową literką K tutaj.


Pokusiłam się jeszcze o zrobienie swojskiego makaronu, trochę zaryzykowałam bo jeszcze nigdy go nie robiłam, ale udało się.
Taki makaron jest bezkonkurencyjny!! Korzystałam z przepisu Alicji w krainie garów i szczerze go polecam :)

Było dużo pracy ale jak dla mnie to też dużo frajdy i radości.
A największą satysfakcję dało zadowolenie naszych gości. Przekonałam się, że organizowanie przyjęć to coś, co bardzo lubię robić.

 Na koniec zdjęcie moich kochanych, wesołych dziubasków.


Dobrego dnia! :) 
Ika